res:
Warzywna partyzantka, czyli

Warzywna partyzantka, czyli „nielegalne” warzywne ogródki miejskie w czasach kryzysu

Dodaj komentarz

O ile mieszkańcy Todmorden legalnie i zgodnie z prawem niebywale upiększyli przestrzeń swojego miasta łącząc przyjemne z pożytecznym, poprzez zakładanie ogrodów w mieście (zobacz – „Farmy miejskie„), o tyle mieszkańcy Barcelony podjęli się „warzywnej partyzantki”.  Nie mogąc uzyskać pozwolenia od władz miasta na zagospodarowanie opuszczonych i zaniedbanych terenów, postanowili zakładać ogrody „na dziko”. Działanie w pewnym stopniu zostało podyktowane koniecznością – w czasach kryzysu wielu ludzi jest bezrobotnych, a praca w ogrodzie jest nie tylko zajęciem czasu  – dla niektórych z nich jest pasją, okazją do poznania ludzi w różnym wieku, a przede wszystkim niższych wydatków na jedzenie.

Początkowo władze miasta były przeciwne tej oddolnej inicjatywie, policja składała wizyty „dzikim ogrodnikom”, jednak ostatecznie ogrody pozostały nietknięte. Zobacz filmik:

„Warzywni partyzanci” z Barcelony

Natomiast poniższy film jest swego rodzaju wizualizacją pokazującą jak może wyglądać życie w mieście i zakładanie nie tylko pojedynczego ogródka, ale całych farm nawet w sercu miasta. Tego rodzaju inicjatywa niesie ze sobą wiele korzyści, takich jak:

– Żywność lepszej jakości za niższą cenę – redukując transport (czasami nawet z miejsc odległych o tysiące kilometrów), centralne miejsca mycia, obsługi, żywność może być nawet o połowę tańsza.
– Oszczędność wody – miejskie farmy oszczędzają średnio 85% wody niż w przypadku konwencjonalnego rolnictwa.
– Oszczędność paliwa – warzywa i owoce wyhodowane na miejscu nie muszą przebywać tysięcy kilometrów jak to ma miejsce w przypadku rolnictwa tradycyjnego.
– Bezpieczeństwo żywnościowe
– Redukcja dwutlenku węgla

Domowo miejskie farmy,
czyli jak może wyglądać życie w mieście z warzywami i owocami pod ręką