res:
Dążenie do piękna

Dążenie do piękna

Dodaj komentarz

Będąc pod nieustannym atakiem mediów, tworzących złudne wyobrażenia o pięknie, dążymy do doskonałości. W wyglądzie zewnętrznym, w pracy zawodowej, w macierzyństwie, w relacji partnerskiej… Najczęściej nieświadomie ulegamy presji otoczenia, obecnych standardów i próbujemy być perfekcjonistkami. Stawiamy bardzo wysoko poprzeczkę – same sobie. Temat naszej kobiecej gonitwy za ideałem jest niezwykle szeroki, wiec tym razem skupmy się na atrakcyjności zewnętrznej.

Posługując się często metaforą, przeniesieniem, wizualizacją w pracy psychologa, proponuję takie ćwiczenie: proszę wyobrazić sobie swój pogrzeb. Nie chodzi tu o straszenie, przywoływanie negatywnych myśli, ale o dystans. Proszę pomyśleć, kto i co mógłby powiedzieć o nas w mowie pożegnalnej. Czy to, ze byłyśmy piękne, zawsze zadbane, z nieskazitelnie gładką skórą, błyszczącymi włosami…? Czy może to, że w pracy płynnie pięłyśmy się po szczeblach kariery osiągając nieprzeciętne wyniki…? A może to, że dzięki naszym nieustannym wysiłkom nasz dom lśnił czystością, świeże wypieki pachniały od progu, a pranie było zawsze wyprasowane…? Jestem przekonana, że wszystkie te wartości nie są bez znaczenia, nadają naszej codzienności sens i dają często prawdziwą satysfakcję. Jednak wiem również, że nic lepszego nie mogliby powiedzieć o nas najbliżsi niż to, że byłyśmy: kochającą, ciepłą, słuchającą żoną; wierną, oddaną przyjaciółką; fajną, radosną mamą; serdeczną sąsiadką, ciekawą kobietą… dobrym człowiekiem.

Dzięki takiemu odniesieniu się do siebie, możemy zobaczyć więcej. A co za tym idzie, zdecydować, czy naprawdę muszę tak się starać, zdążyć, wykonać wszystko idealnie. Czy mogę sama sobie troszkę odpuścić. Złapać oddech, przewartościować pewne sprawy. Jestem pewna, ze skorzysta na tym nasze otoczenie i my same.

Dokładnie to samo dotyka dążenia do atrakcyjności zewnętrznej. Nie jest łatwo w obecnych czasach, kiedy z każdej strony otacza nas nierealny ideał. Prasa, telewizja, internet, reklamy (!), działają czysto komercyjne. Mają za zadanie sprzedać, wcisnąć nam kolejne produkty. Dlatego też, budują wyobrażenia o doskonałym wyglądzie, który osiągniemy za pomocą odpowiednich zakupów. Tym samym obniżają w nas poczucie własnej wartości. Nie ma już mediów nie posługujących się retuszem. Oglądając zdjęcia takich kobiet, dokonujemy porównań i odczuwamy głęboki dysonans. Próbujemy więc poprawić swój wygląd. Myślimy o różnego rodzaju zabiegach. Do tych inwazyjnych, niosących ze sobą ryzyko zaliczyłabym: operacje plastyczne, zastrzyki (botoks, kwas hialuronowy, mezoterapia) peeling chemiczny, laser… Do nieinwazyjnych: fitness, dietę, łagodne zabiegi kosmetyczne, manicure, makijaż…

Oczywiście z zabiegów inwazyjnych można skorzystać i odnieść sukces, pod warunkiem rozsądnego przygotowania się. Sprawdzenia miejsca, osób je wykonujących. I przede wszystkim ograniczenia do minimum. Wyznaczenia sobie bardzo konkretnego celu i poprzestania na tym. Niebezpieczna bowiem może okazać się powracająca potrzeba poprawiania. Nieinwazyjne zabiegi przyniosą korzyść wtedy, gdy jesteśmy konsekwentne, wytrzymałe i myślimy długoterminowo.

Wszystkie te działania, mające na celu poprawę naszego wyglądu łączy jedno – zmiana postrzegania samej siebie, a co za tym idzie – poprawa naszego samopoczucia. Musimy zatem odpowiedzieć same sobie na pytania: co konkretnie chciałabym w sobie zmienić? Z jakiego powodu? Jak mogę to osiągnąć nie szkodząc sobie?

Czasem naprawdę może pomóc spacer z ukochanym, kawa z przyjaciółką, głęboka rozmowa i przyjrzenie się problemowi. Czy coś innego przypadkiem nie ukrywa się pod danym kompleksem, czy nie przykrywamy prawdziwego problemu koncentrując się na wyglądzie? Tu potrzebna będzie szczerość. Sama ze sobą.

Jeśli forma terapii lub spotkanie z psychologiem wydaje się rozwiązaniem, na które nie ma gotowości, może warto zacząć od czegoś lżejszego. Warsztaty rozwoju osobistego, podczas których przyglądamy się same sobie, zatrzymujemy na chwilę myśli wokół ważnych dla nas spraw, spotykamy kobiety w podobnej sytuacji – mogą być bardzo pomocne.

A jeśli chodzi o drobiazgi, przyjemności, dbanie, rozpieszczanie siebie jestem absolutnie ZA! Warto taką decyzję podjąć świadomie i obiecać sobie regularność. Mogą to być cotygodniowe długie kąpiele w aromatycznej pianie albo raz w miesiącu profesjonalna regeneracja włosów. Coś, co sprawi nam przyjemność i nie będzie czasowo i finansowo dotykało najbliższych. Osobiście uzależniłam się od przedłużania rzęs i nie zamierzam walczyć z tym nałogiem. Jedną słabość można mieć. Przecież robiąc coś tylko dla siebie, tak naprawdę dbamy o dobre funkcjonowanie całej rodziny 🙂

Z ciepłymi pozdrowieniami,

Katarzyna Szaryńska-Broda,
www.babskadzungla.pl/artykuly/pokaz/dazenie-do-piekna/